fbpx
Psycholog Rzeszów. PSycholog ciąża rzeszów. Psycholog dziecięcy Rzeszów. Psychoonkolog Rzeszów. Pracownia Bliskości Blog ciąża poród połóg rodzicielstwo macierzyństwo. straszenie dzieci. zaraz pani cię zabierze. strach dziecka. emocje dziecka
Uncategorized

Zaraz Pani Cię zabierze! – o straszeniu dzieci

W trudnej sytuacji, kiedy dziecko zaczyna się złościć, niecierpliwić, kiedy targają nim emocje, rodzice często odczuwają bezradność, irytację, wściekłość, frustrację. Mało komfortowa jest sytuacja, gdy usiłujesz zrobić zakupy, a Twoje dziecko kładzie się na sklepowej podłodze, macha nogami i krzyczy. No dobra, to taki dość mocny i wyrazisty przykład, ale kiedy zachowanie dziecka jest mniej drastyczne, na przykład jęczy bądź krzyczy, żebyś kupił mu lizaka (teraz, natychmiast!), również szybko jesteś wyprowadzony z równowagi. I w tym momencie pojawia się ono! Natychmiastowe „rozwiązanie problemu”. Lekarstwo na każde „niewychowane, rozpieszczone, nieposłuszne, niegrzeczne” dziecko. Groźba, że ktoś przyjdzie i zabierze dziecko! Nikt nie wie dokąd, nikt nie wie po co, nikt nie wie jak, ale ON(A) CIĘ ZABIERZE!

Teraz mogłabym napisać „nigdy tak nie rób” i zakończyć ten wpis. Ale pochylę się nad tematem, mam poczucie, że osoby które w ten sposób straszą dzieci, robią tak z bezradności i z braku pomysłu na to, jak poradzić sobie ze swoimi i dziecka emocjami. Dodatkowo, kiedy trudne zachowanie dziecka pojawia się w przestrzeni publicznej, rodzice kierowani swoimi przekonaniami, czym prędzej chcą, żeby dziecko jak najszybciej zamilkło i zachowywało się według ogólnie przyjętych standardów, no bo co ludzie powiedzą?! Istnieje pewna presja w rodzicach, która sprawia, że żądają oni natychmiastowego spokoju i ciszy. Z jakich jeszcze powodów rodzice sięgają po straszenie dziecka w celu osiągnięcia zmiany zachowania? A no bo jest to po prostu łatwe i daje szybki efekt. Wypowiedzenie zdania „Przyjdzie pani i cię zabierze” nie wymaga właściwie żadnego wysiłku. Praktycznie od razu po usłyszeniu groźby, że przyjdzie KTOŚ i zrobi COŚ, dziecko kierowane strachem, podporządkowuje się rodzicom. Szybko, bez wysiłku, efekt prawie gwarantowany – czyli w sumie można pomyśleć, że mamy idealne narzędzie do wywierania wpływu na dziecko i „poprawę” jego zachowania. Czy aby na pewno?

Oprócz spektakularnych efektów tej metody, warto wziąć pod uwagę konsekwencje jakie ona niesie dla dziecka, rodzica i dla ich relacji.

Kiedy dziecko słyszy od rodzica (albo innej bliskiej osoby – babci, cioci, dziadka), że ktoś (zły) coś mu zrobi (złego), to natychmiast opanowuje go strach i ten strach kieruje jego zachowaniem. Mamy więc dziecko, które nie dość, że przeżywa jakieś trudne emocje, które manifestuje swoim trudnym zachowaniem, to my mu jeszcze dokładamy strach – bardzo intensywną emocję, która wywołuje silną reakcję organizmu (między innymi wzmożoną aktywność mózgu, pobudzenie układu nerwowego, przyspieszoną akcję serca, pocenie).

Co ten strach robi oprócz powodowania dyskomfortu dziecka oraz mobilizacji małego organizmu? Sprawia, że dziecko przestaje czuć się bezpiecznie przy rodzicu. Wiadomo, że rodzice (i osoby najbliższe) powinni być ostoją bezpieczeństwa dla dziecka, zapewniać mu komfort i warunki sprzyjające rozwojowi. A tu nagle mama/tata/babcia/wujek nie dość, że powoduje strach, to jeszcze na dodatek dziecko otrzymuje komunikat „nie pomogę ci”/„nie obronię cię, gdy cię pani zabierze”/„nie możesz na mnie liczyć”. Idąc dalej dziecko może czuć się kochane warunkowo – kochają mnie, jeśli jestem spokojny i wesoły; jeśli przeżywam złość lub nie radzę sobie w trudnej sytuacji, to już mnie nie kochają i pozwolą mnie skrzywdzić. To są poważne konsekwencje straszenia dziecka. Odbijają się one na relacji rodzice-dziecko, na poczuciu własnej wartości, na kształtującym się stylu przywiązania.

Oczywiście jasną sprawą jest, że żaden rodzic nie pozwoli, żeby ktoś obcy zabrał jego dziecko. My wiemy, że to tylko „takie gadanie”. Cały problem polega na tym, że dziecko do pewnego wieku wcale tego nie rozumie. Po kilku tego typu groźbach, dziecko zaobserwuje, że wcale nikt go nie zabiera nigdzie, że nie ma się czego bać. Co gorsza, szybko zorientuje się, że rodzic je okłamuje! I w ten sposób tracimy zaufanie swojego dziecka, ono po prostu przestaje nam wierzyć w różnych sytuacjach, a to mocno wiąże się z opisanym wyżej poczuciem braku bezpieczeństwa. No bo czy Ty czułabyś się bezpiecznie przy kimś kto Cię okłamuje, komu nie ufasz? Nie sądzę. Co więcej, u dzieci w różnych sytuacjach, nie tylko związanych ze straszeniem innymi ludźmi, może pojawiać się myśl „Mama tylko tak gada. Nie raz już mówiła, że ktoś mnie zabierze i nic takiego nie miało miejsca”. Przez to dziecko nie będzie reagowało na nasze ostrzeżenia o niebezpieczeństwie – na przykład gdy na spacerze wołamy, żeby zatrzymało rowerek, bo jedzie samochód. Można powiedzieć, że w ten sposób tracimy autorytet w oczach dziecka, jego zaufanie, a także doprowadzamy do tego, że traktuje nas i nasze słowa coraz mniej poważnie.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt takiego straszenia dzieci. Dziecko prawdziwie i realnie zaczyna się bać osób, którymi jest straszone. Tutaj najlepiej sprawdzi się przykład (historia prawdziwa). Rodzice w sytuacji, gdy syn przy pomocy trudnych zachowań manifestował swoje emocje, wspierali się komunikatem „bo przyjedzie policjant i cię zabierze”/„jak będziesz niegrzeczny to pan doktor da Ci zastrzyk”. Zdarzyło się tak nieszczęśliwie, że tata z synem mieli wypadek samochodowy. Wymagali transportu do szpitala, przy czym tata pojechał pierwszą karetką, natomiast syn musiał poczekać na kolejną. Łatwo sobie wyobrazić co przeżywało dziecko i w jakim było stanie, kiedy po wypadku, który sam w sobie jest przerażający, zostaje pod opieką policjantów (którzy „przyjdą i go zabiorą”), a następnie przyjeżdża karetka z lekarzem, który daje mu zastrzyk i „zabiera go”. Finalnie obaj wyszli z tego cało pod względem fizycznym, lekko poturbowani, bez poważnych obrażeń. Chłopiec po tych zdarzeniach przestał mówić, odmawiał jedzenia, nie pozwalał się dotykać (także rodzicom). Terapia trwała kilka lat, po około pół roku były widoczne jej pierwsze efekty. Oczywiście prawdopodobieństwo takiego zdarzenia i takich konsekwencji jest dość niskie. Niemniej przykład ten wspaniale pokazuje jaką moc mają słowa kierowane do dziecka. A poza tym lepiej, gdyby policjanci, strażacy, lekarze/pielęgniarki/ratownicy medyczni, byli przez dzieci postrzegani jako osoby godne zaufania, do których można się zwrócić po pomoc w tarapatach (choćby gdy dziecko się zgubi w tłumie – trochę głupio jak się będzie bało policjantów, którzy będą mogli szybko pomóc).

Na koniec chcę mocno podkreślić, że o tym w jaki sposób postępujesz z dziećmi, jaką relację z nim budujesz, jaki model wychowawczy zastosujesz, zależy wyłącznie od Ciebie i jest to Twój wybór. Niczego nie chcę narzucać, do niczego namawiać czy przekonywać. Jednak zarówno tutaj, w social mediach czy w trakcie konsultacji z rodzicami, zachęcam do podejmowania świadomych decyzji i zapoznania się z możliwymi konsekwencjami wyborów (tymi pozytywnymi, ale też negatywnymi). Często mówimy coś, bądź robimy bez zastanowienia – bo tak robili nasi rodzice, a przecież wyszliśmy na ludzi, bo tak jest łatwiej i mamy natychmiastowy efekt bez wysiłku, bo „wszyscy tak robią”. Jest to całkiem naturalne, że czerpiemy z tego co znamy z otoczenia, jednak warto się na chwilę zatrzymać i przemyśleć, do czego nasze postępowanie może prowadzić, jakie mogą być konsekwencje i czy warto tak robić.

No dobra, możesz teraz pomyśleć sobie „ok, rozumiem, może faktycznie takie straszenie nie jest super metodą, ale w takim razie co ja mam robić jak moje dziecko jest w szale złości i kładzie się na sklepowej podłodze? Jak postraszę policjantem, to od razu jest spokój, a jak ładnie proszę i tłumaczę, to nie ma żadnych efektów, albo jest wręcz gorzej!”. Niestety na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem czy nawet jednym akapitem, dlatego też zaplanowałam cykl wpisów związanych z emocjami, ich regulacją i wspieraniem dzieci w ich przeżywaniu! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.